Krople deszczu spływały po mojej twarzy miło ją orzeźwiając. Czułam się jak nowo narodzona. W sumie nie mam pojęcia ile czasu byłam w śpiączce ale z pewnością kilka miesięcy. Trochę mnie dziwi ze nikt się mną nie interesował, nawet moja jedyna rodzina którą była Bella i Dany. Nikt nie zwracał uwagi na to co się ze mną dzieje.
Ruszyłam ulicą wśród spieszących się ludzi. Biegnąc pod prąd łatwo nie było. Ludzie popychali mnie a ja, prawie kompletnie bez sił upadałam przez co już po kilku minutach moje ubrania były w strasznym stanie. Nie miałam mugolskich pieniędzy. Jedyne co to w kieszeni znalazłam kilka galców i garstkę knutów. W każdym bądź razie muszę dotrzeć na Pokątną choćbym miała iść kilka dni. Moje nogi coraz bardziej odmawiały posłuszeństwa. Mówiąc szczerze najchętniej usiadłabym na ziemi i zasnęła ale nie mogę. Kiedy deszcz padał z większą siłą niż teraz wbiegłam do najbliższej, dość obskurnej kawiarnii. Usiadłam przy stoliku najbliższym okna starając się nie rzucać w oczy kiedy jakiś męski, cichy głos rzekł coś za mną:
-Witaj moja kochana uczennico. Dlaczego to się uciekło ze szkoły?- zaśmiał się cicho kładąc obecnie czytaną gazetę na stolik.
-Że co słucham? My... sie... znamy...?- spoglądając na niego przenikliwym wzrokiem- Nie kojarzę pana...
[c.d.n]
piątek, 1 maja 2015
czwartek, 30 kwietnia 2015
Rozdział 1
Obudziłam się roztrzęsiona. Moje
kończyny zmarznięte leżały bezwładnie na łóżku a ja nie mogłam nic zrobić.
Czułam jak kolejna igła przeszywa moje ciało wstrzykując w nie mililitry
piekącej cieczy. Czułam się jak w palona żywcem mimo iż moje ciało było
odmrożone. Każdy ruch jaki wykonałam był niczym rozszarpywanie przez wilkołaki
stąd wolałam nie wykonywać żadnych czynności. Leżałam tylko na twardym łóżku
czasami łapiąc powietrze. Czułam jak przepływa ono przez moje drogi oddechowe
wchłaniając się w krew i przepływając do wszystkich komórek mojego ciała. Kilka
minut później- kolejne przeszywające ukłucie, tym razem w udo. Musiałam się
tego pozbyć. Kręcąc się nieopanowanie pisnęłam w niebogłosy kiedy kolejne
zastrzyki zmasakrowały mi ciało. Mój mózg pracując na wolnych obrotach przestał
panować nad ciałem i cała opadałam z hukiem na podłogę.>Obudziłam się
kilka godzin później. Ruch nie sprawiał mi już większego problemu choć wszystko
mnie nadal pobolewało. Podniosłam głowę patrząc na swoje podziurawione,
zakrwawione ciało z obrzydzeniem. Krew sącząca się z ran pokrywała każdy
milimetr moich gabarytów. Pod natłokiem przerażającego obrazu mego ciała
runęłam na łóżko zalewając się słonymi teraz marnuję swój czas na bycie w
szpitalu. Tęsknie za Hogiem, za przyjaciółmi, lekcjami i godzinami spędzonymi w
bibliotece. Znów usiadłam na łóżku jęcząc co raz z kłującego bólu. Spojrzawszy
na salę zauważyłam na stoliku obok mojego łóżka małą karteczkę ,,Claris Tinnia
Amaro , 16-lat, złamanie 4 żeber, ręki i przesuniecie kręgu szyjnego’’.
Karteczka opisywała mnie rzecz jasna. Było to okropne uczucie czytać kartkę
opisującą stan twojego zdrowia kiedy nie pamiętasz co się stało. Wstałam i
powolnym krokiem ruszyłam czując jak moje kości łamią się w ciele do okna. Na
dworze było pochmurno. Gdzie niegdzie można było zobaczyć małą ilość śniegu.
Liście spadały z drzew a ptaki latały na niebie szykując się do odlotu.
Ruszyłam z trudem na przód co raz przykucając z przeszywającego bólu. Wyszłam
na korytarz, wszyscy wiedzący obok sali spojrzeli na mnie z niedowierzaniem,
małe dzieci przechodzące obok mnie piszczały ze strachu uciekając do swoich
rodzin. Kroczyłam przez korytarz kiedy poczułam niewyobrażalny chłód- stałam po
środku zimnego, betonowego parkingu a moje nogi były bose. Poczułam jak ktoś
kładzie mi rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zauważając młodą pielęgniarkę
spojrzałam na nią z kwaśnym uśmieszkiem Tinnio! W tej chwili wracaj do Sali! Jest jesień!- krzyknęła
rozglądając się nerwowo po parkingu. Odburknęłam coś pod nosem i ruszyłam
powoli w stronę schodów.
Kiedy dotarłam na górę zobaczyłam moją różdżkę leżącą na łóżku.
–Jakaś dziewczyna przyniosła ten patyk i kazała Ci go przekazać. Podobno
należy do Ciebie.- stwierdziła pielęgniarka z odrazą patrząc na różdżkę. Szybko
złapałam ją i schowałam pod
–To tylko patyk, bawiłam się nim będąc dzieckiem.- uśmiechnęłam się
szeroko udając że wszystko gra- Mogłabyś wyjść? Chce się ubrać- puściłam oczko
udając że rozglądam się za ubraniem. Pielęgniarka kiwnęła głową i wyszła z Sali
jakby ją pies gonił. Zajrzałam pod kołdrę i wyjęłam z niej różdżkę. Obejrzałam
dogłębnie upewniając się czy jest moja po czym zamachnęłam nią –Lumos!- a na
jej końcu pojawił się płomyczek który zaraz zgasł. Uśmiechnęłam się w duchu
odkładając różdżkę do torby obok mojego łóżka. Zajrzałam do najróżniejszych
szuflad gdzie po kolei znajdywałam swoje części ubioru. Ubrałam się tak jak
zwykle na biało-czarno pakując rzeczy do torby. Biorąc ją z trudem na ramię
wyszłam z Sali kierując się pustym korytarzem w stronę recepcji. Podałam
karteczkę z danymi mówiąc tylko ,,Wypis na własne życzenie’’ i wyszłam na dwór.
Było zimno… wręcz potwornie zimno. Stałam tak przed szpitalem przyglądając się
wokoło. Ah ten mugolski świat. Tak niewygodne, prowizoryczne.
Wstęp i opis postaci.
Witam. Jest to mój pierwszy blog więc proszę już na wstępie o wyrozumiałość.
Znajduje się tu moje opowiadanie pisane wieczorem do poduszki. Cała akcja dzieje się w 2030 roku, w świecie znanym nam z serii pt.,, Harry Potter'' o której mam nadzieję Państwo słyszeli. Zapraszam do czytania i oceniania w komentarzach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)