Krople deszczu spływały po mojej twarzy miło ją orzeźwiając. Czułam się jak nowo narodzona. W sumie nie mam pojęcia ile czasu byłam w śpiączce ale z pewnością kilka miesięcy. Trochę mnie dziwi ze nikt się mną nie interesował, nawet moja jedyna rodzina którą była Bella i Dany. Nikt nie zwracał uwagi na to co się ze mną dzieje.
Ruszyłam ulicą wśród spieszących się ludzi. Biegnąc pod prąd łatwo nie było. Ludzie popychali mnie a ja, prawie kompletnie bez sił upadałam przez co już po kilku minutach moje ubrania były w strasznym stanie. Nie miałam mugolskich pieniędzy. Jedyne co to w kieszeni znalazłam kilka galców i garstkę knutów. W każdym bądź razie muszę dotrzeć na Pokątną choćbym miała iść kilka dni. Moje nogi coraz bardziej odmawiały posłuszeństwa. Mówiąc szczerze najchętniej usiadłabym na ziemi i zasnęła ale nie mogę. Kiedy deszcz padał z większą siłą niż teraz wbiegłam do najbliższej, dość obskurnej kawiarnii. Usiadłam przy stoliku najbliższym okna starając się nie rzucać w oczy kiedy jakiś męski, cichy głos rzekł coś za mną:
-Witaj moja kochana uczennico. Dlaczego to się uciekło ze szkoły?- zaśmiał się cicho kładąc obecnie czytaną gazetę na stolik.
-Że co słucham? My... sie... znamy...?- spoglądając na niego przenikliwym wzrokiem- Nie kojarzę pana...
[c.d.n]